wtorek, 12 października 2010

mgła

widoczność około 60 metrów i zebrało mi się na wspominki... częściowo za sprawą wczorajszych wiadomości o 40-leciu pewnego Barda ;)
dzisiaj poranne decyzje okazały się niewłaściwe! ale cóż! moja pamieć zaczyna mnie zawodzić, wydawało mi sie ze auto nie będzie potrzebne, a przecież umawiałam się na spotkanie... teraz czekam na wiadomość i zastanawiam sie co powiem jak telefon zadzwoni. zapomniałam też o projektach do podania, dobrze że przypomniałam sobie o mapie! Ma chwilowo została obłożona zabawkami i się ładnie bawi, odkrywając nowe smaki, kolory, kształty i wolność! ja usiłuje nadrobić stracony czas- sama go zmarnotrawiłam... jakoś nie mam weny do robienia papierów... musi się to zmienić, bo mnie ktoś w końcu zje na śniadanie!! zupełnie nie mam wstydu - oczywiście w tej właśnie kwestii!
a obecnie liczę na to że kiedyś w końcu znajdę się w takim miejscu.... i juz wtedy życie z dnia na dzień!
i będzie mi tam jak w niebie i wtedy wszystkie moje piękne i przykre, radosne i smutne wspomnienia będą miały całe zielone przestrzenie do dowolnego fruwania i będzie pięknie, na luzie i z przyjaciółmi, znajomymi. wszyscy będą razem, a każdy osobno w swojej małej krainie! ;)
i jeszcze jedna piosenka ;) o ta






wyszperane, takie które mogę wrzucić, bez większych konsekwencji, choć i tak ryzykuję ;) a mogłoby być ich tu więcej ;)

czwartek, 7 października 2010

poprawka

do dzisiejszego posta... Ma pospała w sumie dwie godziny, ale to tylko dlatego, że na każde mruknięcie czy szum leciałam do niej i aplikowałam smoczek! obecnie tatulo przysypia z młodą na kolanach w pozycji raczej nie  za wygodnej. tzn tatulo przysypia Ma nadal nie! po tym jak sobie pojadł koło 14tej zostawiłam ją w ramionach taty i wyszłam po pozostałą dwójkę! Zu troszkę nie miała ochoty tak wcześnie wychodzić, ale jednak pozbierała swoje karteluszki, zabrała z półeczki zdobyczne - zobacz jakie ładne! - kasztany i "noski" i wybiegła z przedszkola. jeszcze w drodze powrotnej przypomniała sobie o liściach, które zostały na placu zabaw ;(... ale sytuację uratował nowy maleńki kucyk! więc dotarłyśmy radośnie do szkoły. gdzie tęsknił za mną mój szczerbaty syn - wczoraj wypadł trzeci już ząb, dzisiaj wypadł czwarty i spokojnie może w zaciśniętych zębach trzymać cygaro, bo papieros by mu chyba jednak wypadł!!! zgarnęliśmy Mi, a przy okazji Agę i Wiki i z zapakowanymi dziećmi z tyłu w aucie podążyliśmy do domu! byle szybciej bo wiatrzysko dzisiaj i temperatura raczej mało zachęcająca do spacerów! mimo pięknego słoneczka! w drodze powrotnej Mi zaproponował że jakby co to on ma 300 zł w portfelu to mandat za trzy nie zapięte pasy zapłaci!!! proszę jaki chętny do płacenia! myślę, że mu szybko ta hojność zniknie z charakteru!
teraz jak już po obiadku jesteśmy, ekspresowym i dziwnym... marzę tylko o ciepłej relaksującej kąpieli, ciepłej aromatycznej herbatce i spokojnym leżakowaniu, aż do zaśnięcia... a to jeszcze tyle trzeba zrobić - DZIŚ!
no i ważna rzecz: dzisiaj po raz kolejny - już z właściwym oprzyrządowaniem - odbyła się próba podania dziecku kaszki.... uważam, że była to próba udana.... dziecko pojadło i się trochę uspokoiło.
ten post taki jakiś pełny chaosu, ale taki dzisiaj dzień ;) pozdrawiam wszystkich zaglądających i czytających!!

no i

wszystko już było... pogoda się udała, powrót do dzieciństwa też był niesamowity-ksiądz nic się nie zmienił, nawet po tylu latach akcent ma ten sam i taki sam tembr głosu! miśki były radosne, grzeczne i nawet zjadły rosół i kanapki! zbierały kasztany, zbiegały z górki - szkoda ze jedynymi dziećmi na tej imprezie były, no było co prawda takie jeszcze jedno małe, ale świat ma ujrzeć dopiero w 2011 roku - więc że tak powiem się nie liczy! miały zmarznięte dłonie, zasmarkane nosy, ale o to właśnie chodziło! pełna swoboda i zupełna dowolność!
fajne są takie spotkania, szkoda że tylko z okazji ślubów(też co raz rzadziej) i pogrzebów(jak tym razem właśnie)!!! 
powrót do domu szybki ale nużący i wszyscy zmęczeni! no może poza Ma, która nadal ciekawa świata sypia po max 2 godziny dziennie! właśnie koniec spania obwieszcza po ilu ! po 40 minutach od oderwania od matczynej piersi ;/ cóż taki mój świat - nudnawy.... pozdrawiam słonecznie...

wtorek, 5 października 2010

znalezione

nie tak dawno, bo wczoraj w poszukiwaniu korespondencji z moim pradziadkiem natrafiłam na (wiedziałam że tam jest, ale...) "pudełko" z kliszami... między innymi na jedna taką kliszę... oraz udało mi sie natrafić na takie odo fotosy :) próbę już wczoraj wysłałam, bo mnie strasznie korciło... a dzisiaj w pełnej krasie objawiam światu!








głowy mi za te zdjęcia nie urwą, bo są daleko! jedna nawet bardzo daleko! próbowałam ustawić zdjęcia po kolei, nie wiem czy się udało... na pewno lokalizacji nie pomyliłam: Gdańsk, Gołubie, Jarosławiec i flądry hahahahahahaha ;P
kurczę żyję wspomnieniami....

niedziela, 3 października 2010

great grand father

i dzisiaj zakończyło się to długie, często męczące, ponad stuletnie życie.... mogłoby jeszcze trwać, bo dlaczego niby nie, ale dobrze i tak, bo sił już brakowało na uśmiechy, na pamiętanie i na słuchanie.... chociaż wszystko to takie nierealne, bo przecież w całym moim życiu zawsze BYŁ!
po drodze było tak wiele zdarzeń, nikt tego nie spamiętał tak ja ON. niektóre z tych sytuacji były nam znane, małżeństwa, wyjazdy, podróże, zabawy.... ale też smutki, operacje, wojny, szpitale.... wzloty i upadki.... niesamowite to wszystko.... człowiek ma tylko 33 lata i jest mu ciężko, a co jakby miał trzy razy tyle! och! dziadziu jak miał trzy razy tyle co ja obecnie, to i do restaurantu chodził i do groserni, karmił ptaszki, pisał listy, podśpiewywał, grał na skrzypcach, czasem odpoczywał w swoim dużym żółtym domu, który już nie jest jego...ze swoim charakterem wydawał się 20 lat młodszy... mieszkałam tam ja, mieszkał mój Wo, mieszkało wielu ludzi, jedni dłużej inni krócej, myślę że każdy ten dom i JEGO samego zapamiętał. teraz będzie miał okazję spotkać swoich znajomych, swoich rodziców i wszystkich bliskich, którzy przecież tak dawno się z NIM nie widzieli!!! zamieszka sobie z nimi wszystkimi razem i będzie szczęśliwy!
dziś był taki piękny dzień, taki słoneczny, pachnący, był las, porównywanie obrazów z dzieciństwa, spokój, radość i zaduma... chwilami nawet zatroskanie i takie zagubienie, z pytaniem: co dalej? pobyliśmy chwilkę całą rodzinką u mojej babci na wsi... wróciliśmy znużeni słońcem, niewiadomą i świeżym powietrzem.... 
skończyło się czekanie.... pozostało pytanie... czy nie mogło być inaczej? zdjęcia może kiedyś...

sobota, 2 października 2010

czekam

straszne jest to czekanie, pełne obaw, nadziei, ale też wiary, że zdążę... że mi się jeszcze uda chociaż na sekundę chociaż na minutkę na maleńką chwilę.... świadomość w takich chwilach jest straszna i właściwie to nie wiem co lepsze.... wiem jedno nie mogę sobie znaleźć miejsca, najchętniej już bym wsiadła w auto i pojechała... choćbym miała z Ma jechać, albo z całą bandą rozwrzeszczanych dzieci... a może jak Ma uśnie? mam w końcu nowe hamulce, nowe tarcze i nową linkę do ręcznego... to można jechać, paliwo też jest, co z tego że noc?! kurczę dlaczego, jak zawsze, posłuchałam mamy ;/ - mam odpowiedź w samym pytaniu "jak zawsze"! z drugiej strony może lepiej? bo co byśmy tam od siebie wnieśli.... chaos, hałas i ... życie... ehhh życie.... zaskakuje nas bardzo, choćbyśmy próbowali ująć je w jakieś ramy i scenariusze to i tak nie wiem jaka jest w nim nasza rola. niby nasze  to życie a jednak nie my mamy nad nim władzę.....zawsze nam się wydaje że mamy jeszcze czas... ostatnio nawet chciałam pisać list, ale ostatnio to było dokładnie wczoraj, a dzisiaj nawet bym go nie zdążyła wysłać, nie mówiąc o napisaniu czy doręczeniu!!!
czerwiec 2010 - różnica wieku - 104!!
no nic czekam nadal.... sama nie wiem na co?!