wtorek, 14 września 2010

mleko

za oknem... dzisiaj dłużej się trzyma niż wczoraj :[
co do wczoraj to popołudnie było piękne... jesienne, słoneczne z opadającymi gdzieniegdzie liśćmi, dzisiaj może też słonko wygra z chmurkami? poranek był nerwowy, ale nabieramy sił na lepsze chwile na resztę dnia.
plan dnia jest, nagięty też już został, ale idzie w swoim kierunku powoli do przodu. zaraz zacznie się dalsza jego realizacja: czyli koniec porządków, ubieranie, spacer, zakupy, szkoła, dentysta, park i powrót do domu na obiad... a właśnie co na obiad?

do dzieła więc, bo lista długa... hihihi sama siebie motywuję ;)

poniedziałek, 13 września 2010

przypadek


jest matką wynalazku-tak to było? ale tu ani przypadek,ani wynalazek,po prostu wynalazłam takie coś zupełnie przypadkiem;-)
spacerek był szybki ekspresowy wręcz... 
tylko dlaczego jak wyszłam z domu o 8 rano to wróciłam do niego o 14?! hmmm ekspresowy był dlatego że w dwóch, o przepraszam w trzech miejscach byłam dzisiaj dwa razy :) a w sumie pochłonęłam powiedzmy taką połowę mojego miasta ;)
a z samego ranka, zaraz po tym jak pojawiło się słoneczko oczom moim objawił się taki oto ciekawy obrazek
 
co najmniej jak tu.

niedziela, 12 września 2010

słonecznie za oknem

miało być od rana... ale niestety pogoda dzisiaj była nadal dobijająca, no może lepsza niż wczoraj. optymizm w serca powrócił dopiero koło 14tej i wtedy też dzieci zebrały się z tatulem i poszły poszaleć na dwóch kółkach, a Ma po wyspani, najedzeniu szalała na kocu.. czego dowodem są fotki...

weszła pod ławę, trzymała się nogi z kółkiem, trenowała obroty ciał ludzkich i koci grzbiet ;)
oj do końca tygodnia pospaceruje do kuchni, jak jej jakoś nie powstrzymam.

poza tym niedzielne lenistwo i czytanie pięknych blogów z pasją. 
kobiety robimy tak wiele wspaniałych rzeczy - dzieląc obowiązki i pasje - i nadal trudno nam przyjmować komplementy, ale  przecież nie o komplementy w tym wszystkim chodzi, tylko o jakieś wspólne istnienie i dawanie cząstki siebie innym. żeby pozostała w nich i żeby dawała ciepło. 
swoja droga jak dużo tego ciepła mamy w sobie?! osobiście zauważyłam, że po przeczytaniu kilku nowych postów na blogach znanych i nieznanych mi osobiście osób jakaś taka siła, spokojność i wiara we własne siły mnie ogarnia. łagodnieję i ruszam z nową energią na swoją krętą ścieżkę :D

piątek, 10 września 2010

filozofia

poszła w kąt...
już stan mojego ducha jest zdecydowanie lepszy i taki jak zwykle... czyli na poziomie: jestem twarda i z wszystkim daje radę, a nos mam bardzo wysoko wyżej niż drapacze chmur ;)
odwiedziła, nas tak normalnie z posiedzeniem na kanapie nasza kochana Pani Jó i było fajnie.
a to fajnie jest zapowiedzią tego fajniejszego! i ufff żeby tak rzeczywiście było.
dla spokoju dusz naszych :D
bo jak komuś jest fajnie to wtedy .... :D :D :D :D

partnerstwo=zaufanie??

jak to się dzieje, że gdy nas nie ma i tak wszystko nadal sobie biegnie swoim ustalonym torem. decyzje podejmują się same?! nie chciałam uczestniczyć w ostatnim spotkaniu żeby uniknąć dodatkowych obowiązków, ale niestety nie ominą mnie. ponoć ktoś inny za mnie się tym zajmie ale to nie jest to samo. jak można polegać na innym człowieku a jednak dowiedzieć sie że samemu by się to zrobiło lepiej? i tutaj właśnie po raz kolejny wychodzi moja podstawowa wada... bo to niechybnie jest wada... wszystko muszę zrobić sama sama sama, bo nikt nie zrobi tak dobrze jak ja. i w ten piękny sposób mam zwyczajowe moje obowiązki plus te co sobie sama czasem na głowę ściągam oraz to co bez mojego udziału i mojego głosu organizuje mi otoczenie. :(
taki jakiś nijaki ten dzisiejszy wpis. to chyba wynika też z tego mleka co za oknem i braku słońca... prognozy pogody dla podkarpacia są brutalne.... niby pogodynki mówią o poprawie pogody ale za każdym razem pokazują trzy opcje na mapie: słońce, chmurka i deszcz!!! i rzeczywiście im się sprawdza! jest albo to, albo to, albo to!
wracając do tematu. moja pamięć mnie ostatnio bardzo mocno zawodzi, a "zaksięgowane" obowiązki nie pozwalają zająć się odpowiednio pozostałymi sprawami i jak pojawia się coś jeszcze, to z chęcią bym rzuciła wszystkim i trzasnęła drzwiami. w takich sytuacjach jestem o krok od obłędu lub tylko od depresji! ogarnia mnie niechęć, smutek i jestem maksymalnie drażliwa a nerwy mam na wierzchu. odbija się to też na rodzinie. potrzebuję sukcesu lub radości towarzyskiej żeby wskoczyć na wyższy schodek i się uśmiechać.
to chwilowy stan, który mija... wraz z pierwszymi promykami słonka.
czy zawsze muszę podejmować wspólne decyzje? dlaczego nie może być tak ze są decyzje moje i twoje? dlaczego nie może być tak że raz ja coś kupuję nie pytając o zdanie a raz ty tak zrobisz? 
czy zawsze muszę być tam gdzie ty? 
podejmowanie decyzji wymaga konsultacji, ale czasem chciałabym móc nie brać za coś odpowiedzialności! chciałabym zatęsknić! ot! dorosłe życie tak? pewnie tak.... a gdzie w tym wszystkim jest rozmowa?

środa, 8 września 2010

praszczur


wiecznie młody i uśmiechem błyszczący ;P

ten post tylko dla wtajemniczonych, więc ciiiiicho sza ;)

miał być kiedyś post

na temat pewnego znaku.
i w końcu udało mi się skompletować to co było do opisania potrzebne.
zaczynam....
robiąc ostatnio demolkę na antresolach - zostały tam wyeksmitowane rzeczy chwilowo niepotrzebne, rzeczy bez możliwości szybkiej oceny potrzeba czy nie, stare zabawki, ciuchy zimowe/letnie i takie tam różne rupieci. już dawno chciałam tam zrobić porządek, ale do rzeczy.... robiąc najpierw totalny bałagan a później segregując wszystko na odpowiednie miejsca znalazłam takie oto buciki - które kiedyś nosił Mi a później Zu a teraz .... Ma.
... dostaliśmy je od naszego kolegi, jako prezent ślubny, co widać na poniższym pięknym wspominkowym obrazku. jeszcze piękni i jacy młodzi z prezentem szalonym i zwariowanym, ale...
to chyba był znak, bo wydaje mi się że tylko tak to można traktować... 
nie wiem ja tak mam, ze wszystko wiążę ze sobą. coś co się dzieje zawsze ma przyczynę i określony tego skutek. a tutaj zupełnie niespodziewanie wyszło, że ślubna przepowiednia się teraz ujawniła i jest nasza Ma... i pewnie tam na górze o to chodziło!
czasem wielu rzeczy się nie rozumie, czasem coś dzieje sie i jest dla nas bardzo smutne/wesołe/zdumiewające/itp. ale tyle co sie zastanawiałam nad imieniem i czy nie zmienić(na to brzuchowe), bo to jednak na całe życie i ma wielkie znaczenie, okazało się że to jest poza mną... na dodatek zupełnie ode mnie nie zależne. widać takie imię miało być, o czym wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy ;P
może za dużo się doszukuję, ale.. dzięki Kajciechu ;) 

Mi ma jednak genialne pomysły - inteligentna bestia!!