czwartek, 16 grudnia 2010

łzy

co za ironia.... są oznaką szczęścia, radości, gniewu, złości, smutku, bezsilności.... jednym słowem są często najprostszym lekarstwem na całe zło tego świata i całe zło dotykające tylko nas samych, ale niekoniecznie dla innych mające takie znaczenie... wyrażają tak wiele, a jednocześnie są tylko zdrowym objawem wyczyszczenia oka z obcego ciała które czasem sie do niego dostanie....
potrafią zniszczyć najpiękniejszy makijaż oraz dodać twarzy(oku) blasku i tego czegoś....
taka maleńka słona kropelka a tyle możliwości i znaczeń....
i jak tu żyć pełnią życia, skoro taka kruszynka tak wiele może powiedzieć... a wszystkiego dookoła jest tak wiele! i takich małych kruszynek i oznak miłości, radości czy smutku, których najzwyklej nie zauważamy. zabiegani, zagonieni i patrzący tylko na siebie.
tak dla przeciwwagi tego dzisiejszego posta: Misiek łobuz!


a po co to wszystko napisałam - bo może pojawić się takie pytanie - ano nie wiem?! jakoś tak mi samo przyszło i samo poszło.... ;D

poniedziałek, 6 grudnia 2010

święty

jak to święty.... zawsze przychodzi niezauważony.... i właściwie to tutaj chciałam zaznaczyć nie to że niezauważony, ale że zawsze!! 
u jednych nawet wcześniej i w wersji angielskiej SANTA u blanki, ale jednak ZAWSZE jest! u nas tez był taki ważny ze STOLYCY, o czym nie miałam nawet możliwości smskiem napisać, że dotarł! wspaniały prezent!
Aga Ty mnie zadziwiasz! i Ci tego zazdroszczę.... masz możliwość i okazję zaglądać do księgarni i szukać, przeglądać, oglądać i KUPOWAĆ... ilekroć książka od Ciebie do nas przychodzi to przypominają mi się lata mojej podstawówki kiedy wracając do domu bardzo często stałam godzinami w księgarni/księgarniach i oglądałam książki! kilka razy to mi się nawet udało jakąś kupić! przetrwały do dziś chociaż w kiepskim stanie. blanka czyta kwiat pustyni, słyszałam o tej książce, może sie skuszę. ja ostatnio czytam same lekkie rzeczy, żeby sie zbytnio nie angażować w temat. ale jakiś czas temu czytałam taką właśnie lekką książkę i szukałam każdej wolnej sekundy by tylko kilka literek przeczytać.... nie można się było oderwać.  potem na wakacjach tych nadmorskich 2010. czytałam razem z sąsiadką na balkonie. wymieniałyśmy się książkami i gdyby nie rodzinna potrzeba wyjścia na plaże, to mogłabym tak siedzieć i czytać całe dnie! było super, moze kiedyś jeszcze się powtórzy?!

plażowa czytelnia

święta MikołAJKA!!



niedziela, 5 grudnia 2010

nareszcie!!

chociaż mróz był okrutny, a łyżwy z wypożyczalni... to i tak byłam przeszczęśliwa, a Zu chyba się podobało! potem wracałyśmy w mroźnym śniegu do naszych ciepłych mężczyzn domatorów i jednej księżniczki :)
ja szłam w zaspach tak po kolana, a Zu dzielnie mi towarzyszyła!  na lodowisku też była OGROMNIE dzielna!!
gdyby nie mróz, to byśmy dłużej tam były i śmigałaby już sama!



piątek, 3 grudnia 2010

radości

i smutki początku zimy :D


 
...śnieżyca była tak wspaniała, że jadąc po Mi i Zu do poszczególnych placówek musiałam sobie odśnieżać za każdym razem moje olbrzymie autko!  że nie wspomnę o ograniczonych możliwościach parkowania gdziekolwiek, bo jeździć to się wszyscy dopiero uczyli!

środa, 1 grudnia 2010

posty

jakoś mi ostatnio nie idą, nie ma nic ciekawego - samo życie, codzienność, zmagania z uporem, z kuchennymi obowiązkami, z szufladką "matka polka"...itp.
póki co ruszam z kalendarzem wigilijnym :) zachęcona przez Mila's Daydreams !
za oknem zamiecie, zawieje, biało, wietrznie, cudowne źródełka tryskają ze ścian, ulice całe w śniegu i w lodówce tylko światło - bo zakupy w taka piękna zimową aurę odłożyłam na dzień!
dziecka już śpią, mąż nadrabia sportowe zaległości, pracy mam sporo - poza komputerowymi obowiązkami, ale jakoś się tym specjalnie nie przejmuję!
chyba podnosi mnie 5 cm nad ziemia fakt ze dałam radę dzisiaj z wszystkim pilnym i ważnym!
owszem kręgosłup boli mnie teraz ale pogoda ducha nie opuszcza... a śnieg? a śnieg to ja akurat lubię! :P
zima ?