wtorek, 26 października 2010

zaskoczenie?

hmmm chyba bardziej w kategorii zmian... bo jednak dobrze mi się wydawało, że to moje najmłodsze dziecko najszybciej mnie nie chciało....
ale nic to i tak nadal jej jestem potrzebna... bo co z tego ze chodzi i się wspina?! jak dalej trenuje i nie zważa na mało opanowane wcześniejsze umiejętności..... 
wczoraj też po rozmowie z wychowawczynią Mi - odbyła się w domu narada rodzinna.... 
łatwo nie będzie, łatka została już przyszyta... ale może nie będzie się za mocno trzymać?! co po rozmowie dzisiaj rano nie do końca dało się zauważyć! obawy moje może są przedwczesne, ale może sie nie potwierdzą..... za tydzień zobaczymy! na razie czekamy na efekty! choćby najmniejsze....
kocham tego mojego Mi, wszystko co robi to Ja, ale nawet nie umiem wypowiedzieć tych obaw, które siedzą we mnie, bo ... ja czarownica jestem! 
muszę jakoś inaczej się nakręcić!
o co chodzi? powiem za tydzień.....
trzymajcie sie wszyscy, którzy tu może czasem jakimś cudem trafiają....

niedziela, 24 października 2010

spacer sobotni

było ładnie i słonecznie... ale też spokojnie! 
wiatr układał włosy - nawet tym co tego nie chcieli, kołysał dzieci w wózkach i pomagał lub przeszkadzał w ich pchaniu.... liście były żółte, czerwone a słonko po krótkim namyśle postanowiło troszkę odpocząć i zaczęło chować się za chmurki.


 


Ma pospała,  po powrocie do domu też jeszcze Morfeusz ją trzymał w swoich objęciach... 
dzieci z tatkiem wróciły późno, bo w sam raz na obiadek - a Ma obudziła się na tyle kulturalnie, że mama mogła tez mogła zjeść :)
wieczorkiem było plastycznie...





..... następne będą kiedyś ładniejsze, ale ten z zielonymi liśćmi i szyszkami to jest dzieło Zu :D

sobota, 23 października 2010

za oknem

słoneczko... zaprasza... a u nas katar i prze okrutny kaszel! i rodzinka w składzie mężczyźni plus Zu pojechali na działeczkę, a my z Ma zostałyśmy na straży domowego ogniska! a co się z tym wiąże: pranie, wieszanie, odkurzanie, mycie i obiadu przygotowanie! czyli standardowe zajęcie dnia powszedniego!
słonko hmmm może jak się uporamy z podstawowymi obowiązkami to jednak ubierzemy ciepło Ma, zarzucimy na plecki kurtkę i pójdziemy na spacerek? kuszące! może listki jakieś kolorowe nazbieramy! i zrobimy kwiaty?
a wczoraj to znaleźliśmy takie cudo: 
kolczatki
bardzo kłujące i intrygujące... przypomina kasztan i... jak się okazało jest kasztanem, tylko że KASZTANEM JADALNYM!!
i jeszcze fotka z porannych dziewczyńskich zabaw ;)
Zu i Ma

wtorek, 19 października 2010

zauważyłam

że jak tylko mam czas i spokój - taki że nikt mnie o nic nie pyta, nie dzwoni i nie przeszkadza - to mogę wszystko! np dzisiaj awaryjnie został zmieniony mój plan dnia, co potem wiązało się z jeżdżeniem prawie bez sensu po mieście, ale udało mi się go wykonać. i tak oto mamy placek z jabłkami, za chwilę będą drożdżówki i może gdy reszta rodziny, zagubiona gdzieś w ulicznych korkach, wróci do domu to będzie można na chwilkę chociaż usiąść spokojnie i nicnierobić!
poza tymi małymi radościami, to oczywiście nadal gonię w piętkę z innymi sprawami. jakoś w tej kwestii nadal nie umiem przysiąść fałdów mojej długiej kraciastej i plisowanej spódnicy... 
dzisiaj po raz kolejny muszę sobie zrobić dużą listę tzw THINGS TO DO! i postanawiam się jej trzymać bardzo mocno!

poniedziałek, 18 października 2010

na wesoło

cd wspominania dawnych czasów!
żeby chwilowo rozjaśnić ten ponury, mżawkowy i zwariowany poniedziałek wrzucam zwariowane zdjęcie z 1998 roku, kiedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej i nic nie zapowiadało tego wszystkiego co teraz mamy ;)
Wdzydze '98

sobota, 16 października 2010

znalazłam

coś o rowerach co poszukiwałam!
rower z wystawy, więcej tu
specjalnie dla mojej szalonej koleżanki-szklanki!
swoją drogą pytanie: z czym wam się kojarzy ŁÓDŹ.... bo mi z Ekstradycją, majtami w grochy i śliwkami w wiaderku... jest też kilka innych wspomnień tego miasta... ale te najbardziej żywe! ;P
pozdrawiam i ściskam.... drzwiami! hahaha

czwartek, 14 października 2010

sprawunki

dzisiaj był dzień, który był dniem zabieganym... dobrze że wbrew pierwotnym obawom nie spadł śnieg, jak to było rok temu... ale i tak krajobraz poranny był cudowny! początkowo mgła zakryła szczelnie wszystko, ale jak się już uporałam z porannym zadaniem(uplątania kwiatków dla wychowawczyni Mi), to zaczynało wygrywać w pogodzie słońce!
dzisiaj kwiatki wyglądały tak, było ich tyle co dzieci i kolorystycznie dopasowały się do złoto-jesiennej aury... goździki są przecież takie ładne!

jesienna dekoracja-inspiracja


coś na słodko, też było
 a rok temu w śnieżnej aurze, jeszcze w przedszkolu królowały takie czerwone, dumne róże ;)
przygotowania w toku!
pogoda jednak rok temu była zdecydowanie na NIE! i to ostre, mokre, rozciaptane NIE!
a dzisiaj............. och dzisiaj było CUDNIE! - żałowałam, że miałam ze sobą tylko aparat w komórce! i chyba powrócimy do spacerów porannych, bo wtedy wszystko jest takie inne! nawet czasami piękne!
 








uwielbiam każdą porę roku, ale chyba jesień i zimę najbardziej ;)
wracając do początku postu, to dzień dzisiaj był bardzo meczący... powoli idę do przodu, ale i tak stoję w miejscu! jednak to co dzisiaj przez krótką chwilę widziałam i doświadczyłam w parku(dla wtajemniczonych -> na łące) jeszcze teraz powoduje, że się uśmiecham i że dobry wewnętrzny nastrój mnie nie opuszcza! taka wewnętrzna radość - mimo smutku i zmęczenia. nie wiem jak to jest, ale takie chwile, nawet krótkie, bardzo mocno ładują moje akumulatory! zobaczymy co nas jutro obudzi - może też mgła i później słońce?!
aha! i przyjechał dzisiaj jeden wędrowiec, może jak znajdzie chwilę to i do nas dotrze?!