środa, 8 września 2010

spacer


o poranku, w pospiechu, autonogami...

udało się powrócić ze spaceru... odpoczniemy chwilkę i dalej.
obecnie żyję w świecie dylematu moralnego(praca) i spraw do załatwienia, do odłożenia, informacji do zdobycia i generalnie rano zastanawiam sie czym mnie dzisiaj dzień zaskoczy. ale nie że w południe najlepiej tak wieczorem żeby od razu postawiło na baczność!
wczoraj mnie otrzeźwiła sprawa "pracowa" i stwierdziłam ze muszę pilniej się zainteresować moimi umowami, pismami i terminami z tym związanymi. poza tym ten mój brak chroniczny czasu i systematyczności - daje sie we znaki - chociaż jeszcze sie w tym znajduję. a skoro sie znajduję, to znaczy nie jest źle ;)

czas ucieka wieczność czeka....

poniedziałek, 6 września 2010

cd szkolnych zmagań

póki co okazuje się że pogoda w kratkę, jak rano padało tak potem było słoneczko. i właśnie dlatego a może i nie tylko: dzisiaj Mi jechał do szkoły z tatą i Zu, a ja i Maj pojechałyśmy do doktora po zarazki ;) w strzykawce. wygoda najważniejsza!
wycieczka się udała. dodatkowo zamówiłam książki do angielskiego i potem byłamy je odebrać. w drodze powrotnej zahaczyłam o szkołę, gdzie kończyło lekcje moje dziecko i okazało sie ze jestem tyranem hihihi
Mi znowu otrzymał ocenę pozytywną, i został pochwalony, a w środę, jak się późnym wieczorem dowiedziałam, chcą mnie wybrać na trójkę klasową.... hmmm takie wyróżnienie? no nie wiem. chyba wystarczy mi ostatni rok w przedszkolu. a może zrobić tak: ja zostanę w przedszkolu, a w szkole tatuś by się po udzielał hmmm. można by też ustalić kto na wywiadówki chodzi?! tylko jakoś czasu brak na spokojną rzeczową rozmowę.

a tak na marginesie moje dziecko kochane na pytanie jak było na religii to powiedziało: BYŁO ŚMIESZNIE !!! sprytny ten młody ksiądz oj sprytny....

piątek, 3 września 2010

hihihi

dostałam kolejną transzę dzikich meili...
niektóre z cyklu DEMOTYWATORY.
kilka już widzianych, ale jeden jakby na czasie (no może lekko spóźniony :P)

czwartek, 2 września 2010

och ten...

...mój Mi...
kocham diabełka, ale ręce mi opadają! stara się jak może - nawet czasem to widać, ale jakiś nie wiem chochlik w nim siedzi i już nie wiem jak mówić, tłumaczyć, zachęcać, chwalić.... żeby widać było ze dociera i że twardy dysk to zapisuje w pamięci i potem działa według ściśle ustalonego schematu.
pomijając kwestie przekazania tego co pani w szkole mówiła... bo A też ma z tym problemy(dziewczynki jakoś tak nie wiem umieją?!), to zagrania i reakcje na wszystko co go otacza mnie zaskakują! że nie wspomnę o wydzieraniu informacji i zastanawianiu się ile z tego jest prawdą i czy nie było jednak inaczej... kurczę nie ufam własnemu dziecku!
zwykła rywalizacja o to kto był pierwszy już mnie bawi, ale marudzenia i fochy to już nie na miejscu...
nic to szkoła się zaczęła i przecież wiadomo było ze nie będzie łatwo!!!
damy radę? tak damy radę! - jak to powiedział bob budowniczy i jego pomocnicy...

los...

nie niestety nie chodzi o los na loterii! chociaż tak też się czasem czuję. ale oczywiście jak człowiek ma odprowadzić dziecko do szkoły(pierwszy dzień nauki) to zaczyna się konkretna ulewa z wiatrem urywającym głowę! buty zamiast w plecaku są na podłodze w pokoju, komórka zostaje w domu, a zamek w drzwiach do klatki się zacina. zaznaczam ze wewnątrz została Maj, a już w aucie siedział Mi =[ zamek w drzwiach prawie złamał klucz, więc trzeba administrację uruchomić. dodatkowo wczoraj biegłam otworzyć dziadkom drzwi bo domofon został zalany przez ten upiorny wiatr i oczywiście ulewny deszcz! bo nie trudno zgadnąć, że powodem zalania domofonu był jednak deszcz nie wiatr!(co najmniej jak na dyskotece ;P) dodatkowo znowu mamy cudowne źródełko na suficie - tym razem chyba na dobre!

ale koniec narzekania... Maj śpi, może uda mi się to wykorzystać w odpowiedni sposób i zebrać sie do nadrabiania kilometrowych zaległości rysunkowych
życzę wszystkim dzisiaj słoneczka(może niekoniecznie zachodu słońca), nawet wirtualnie i uśmiechu, nawet gdy się zmoknie do suchej nitki ;D

środa, 1 września 2010

:D

bardzo miła niespodzianka....
od słowa do słowa a tu mi Kobieta w czyn przechodzi i tworzy coś pięknego! wspaniale! tak trzymać! najtrudniejsze w życiu jest cierpienie, modlitwa i nauka! ale dlatego właśnie że daje nam to samych siebie!

zaczęło się


i żyli długo i szczęśliwie - to chyba wróżba;-)